Nastrój wdarł się przez okna

                                      do wewnątrz

 

Mężczyzna, który odszedł

Biała tarcza księżyca

Potargane chmury zniweczyły

                   gwiazd nadzieję

 

Zbezcześcił święty spokój miejsca

Ściany zacisnęły się wokół ciebie

 

Byłabym ci posłuszna

Jednak...

Pozostała twarz tuż przed oczami

Gdy poszedłeś do niej

 

Nie bądźmy wciąż przyjaciółmi

Czerwień truskawek przypomina krew

Zamrożonych jak moja

 

Zasłońcie okna by odpędzić ducha

Pozwólcie świecić słońcu

Odwiedźcie mój pokój

                            by zamieszkała w nim niewinność

 

Zatopić żeby w mięsie

Rozerwać beznadzieję teraźniejszości

Nie pozwolić wodzie ucichnąć

 

Marzenie o miłości, która

                   wszystkiego żąda

                   i wszystko daje

 

                                               Sierpień, 1994

 

 

   
 

 

Z otchłani szarości

Z pomiędzy strug deszczu

Wyłoniła się gwiazda

                   by zginąć

Zwiastunka rozkoszy i bólu

 

W ustach gorzki smak po papierosie

Ciało spocone muzyką

Przeraźliwa słodycz malin

 

Smok z ciemnego stał się jasny

                            wciąż przyczajony

 

Paradoks metafizyki nie będzie rzeczywistością

                                      jest nią

 

Z goryczy powstało

Gorycz pozostanie

Jakkolwiek nakaże smok

 

Pozwól mi unieść się niewinności

Najwyżej

Wciąż wyżej

I wyżej

Niech spadnę

 

Ptak o starożytnym obliczu powstaje z popiołów

 

Ujrzeć gwiazdy

         Światło księżyca

         Poblask nadziei

                                                        Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

Smutna pieśń trawi moje wnętrzności

Samotność jest treścią

mojego życia

Przyjaźń nie potrafi

                            wyplenić ze mnie

rozpaczy

Tylko miłość może mnie zaspokoić

Lecz ona nie nadchodzi i nigdy nie nadejdzie

 

W takich chwilach chcę rozewrzeć

                                      sobie żyły,

Okaleczyć swoje ciało

Zadać sobie jeszcze większy ból

 

Nic nie jest w stanie zagłuszyć

                   niepokojących mnie uczuć.

 

Boję się ostatecznego rozwiązania,

Strach i resztki nadziei

         powstrzymują mnie przed pogrążeniem

                                      się w nicości.

 

Czekam na moment, w którym

                   postradam zmysły.

Jeżeli i to nie nastanie....

 

         Zacznijcie lękać się

                            potwora skradającego się

                                               w ciemnościach...................

 

                                                                                     (bez daty)

 

 

 

 

 

 

Oczekiwała nadejścia

                            końca świata

Nie nastąpił

         To by nic nie dało

Ty wiesz

         Mówiła ci,

Jaka byłaby twoja kara

 

                            1993

 

 

 

 

 

     

 

Ty która dałaś mi wolność

Spętanej w dybach teraźniejszości

Tuż przed progiem degresji

 

Pozwolisz mi poznać prawdę

Będę wspinać się na szczyt

Leżąc pośrodku rozkładających się śmieci

 

Szczęście nadejdzie samoistnie

Kiedy maligna zalęgnie się w umyśle

Stanę i powiem na szczycie góry

Gdy niebo walić będzie piorunami

         „Przeklęci niech będą Bogowie,

          którzy stworzyli ten świat”

 

Nadchodząca refleksja

Przeklęcie rzucone na siebie

Rozkazałam marzyć

O umarłym bohaterze z nieistniejącej krainy.

 

                                               maj, 1994

 

 

 

 

 

 

 

Gdy zabierzesz jej wszystko

To co jej pozostanie?

Bez wolności, rozumu i siły

Będzie miała godność,

Gdy zabierzesz jej godność,

Pozbawisz ją życia.

 

                                               1993

 

 

 

 

 

Narodziłam się na kartach powieści

                            której byłam autorką

Mojego życia rozkoszy i smutku

 

Przyszedłeś by odejść

Prosiłam byś został na chwilę

 

Już na początku zostaliśmy skazani

Wszystko, co kiedyś kochaliśmy

Pozwoliło się nam znienawidzić

 

Pozostała po tobie tylko gra słów na papierze

 

Bać się kochać

Rosnące pokłady na dnie serca

Można je rozbić jednym kopniakiem

Nim wypełni się pustka

 

Z nienawiści uczynić cnotę

Najbardziej piękną parszywą z wszystkich

 

Reszta nie wyłoni się z chaosu

 

                                               Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

Pieśń unosząca się

                   nad rozświetlonym miastem

świecące ciepło

                   bije z zamkniętych okien

zimny balkon

zdławiona krtań

samotnego serca

tęsknota za

   umarłym rajem

koniec nastąpił

         nim ujrzałeś pierwszy promień słońca

 

                                                        Styczeń, 1994

 

 

 

 

 

gdy odnajdujesz sens życia

pierdolony śluzowaty bezmiar rzeczywistości

obserwuje twoje poczynania

 

łuskowate dłonie uzbrojone w szpony

dotykają torsu

wyłamują żebra

miażdżą serce

 

ręce dziewczyny przywiązane do krzyża

wokół śmiechy

czyż to nie ekscytujące?

                   powinnaś być szczęśliwa

                   uwolnimy cię od brzemienia boskości

 

                                                        Styczeń 1994

 

 

 

 

 

 

Jesteś bogiem

         - to boli

 

                                                        Styczeń, 1994

 

 

 

 

 

 

Przekroczyć granice rzeczywistości

otworzyć drzwi percepcji

 

nocą

gdy pogasną światła

gdy ucichnie muzyka

stalowe ostrza wciskają się pod czaszkę

paraliżuje płomień lodowego ostrza

 

środki odmieniające świadomość

eliksir absurdu

 

                                                        Styczeń, 1994

 

 

 

 

 

 

Gdyby motyle miały tylko jedną parę skrzydeł

         Czy wziąłbyś mnie w ramiona?

 

Rzeczywistość teraźniejszości okrada nas

Tutaj jestem Bogiem

Karam i nagradzam

 

Chełpię się mocą, którą sobie dałam

Jestem księżniczką na Szklanej Górze

Więźniarką własnego serca

 

Gdybyś pokazał mi skromny pokoik

Może stałabym się kobietą

 

                                                        Maj, 1994

 

 

 

 

 

     

 

Gdy przyszedł

                   skąpany w promieniach słońca

 

Dziewczyna nocą wędruje po dachach

Papierosowy dym przesłania wszystko dokoła

Muzyka potęguje uczucia

 

Uwolnić się

 

Umrzeć

 

I pozostać

 

Jego umięśnione, opalone ciało

Chciałam tylko być

Rozgrzane powietrze faluje

Promienie przenikają w głąb czaszki

Woda gotuje się

Słyszę szum w głowie

 

Umrzeć

I przeżyć rozkosz

 

Zamordować świat

                   by pozostał ci posłuszny

 

W pokoju wiszą zdjęcia

Ja spaceruję po dachach

Umrzeć w każdej chwili

         by wpierw dokonać dzieła

Niewinność zamieszkała na ścianach

                                               pokoju

Jutro powrócę dla rozgrzanego ciała

Aby niewinność mogła mnie ogarnąć

                                               zupełnie

 

                                                        Lipiec, 1994

 

 

 

 

 

Smok z chmur

o giętkim ciele

odrywa się z czeluści

Serc morderca

Niewinności wróg

Pozwala by refleksji przyszedł czas

Nienawistnej miłości zaprzeczyć bytu

 

Żywioł rozrywa jego czas

Niech miłosna nienawiść zostanie w nas

 

Szarość fioletu wypełnia przestwór

A smok czarne kłęby rozedrgał w błękicie

Opozycją szarego oranżu zlewa się on

Potwornym cielskiem obejmując świat

 

Gdzieś nadzieja jawi się wśród liści

A granat wieść niesie straszną

 

Powiedzieć słowo by rozjuszyć smoka

Zimne igły ugodzą się tysiąckroć

 

                   tak jakby krople deszczu.....

 

                                                        Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

 

Na krawędzi życia...

Żyletka rozdarła miękką tkankę

Krew skapuje do kielicha

Ambiwalencja rośnie w postępie geometrycznym

 

Dlaczego nie chcesz?

Uwodzicielska śmierć wabi cię

Pójdź w jej ramiona

Ona da ci ukojenie

 

Tam czekają na ciebie jej apartamenty

Wonne kwiaty rosną na posadzce

Żywa trawa łaskocze cię w pięty

W altance czeka na ciebie upragniona kochanka

 

                                                        Maj, 1994

 

 

 

 

 

Jak rzekli:

         wierzę w Boga gdyż Ten mnie nienawidzi

 

Nad zatęchłym bagniskiem duszy unosi się mgła

Powolne masy przesuwają się w trakcie eonów

Dni mijają

Noce odchodzą w niepamięć

 

Przez cuchnące zwały ścierwa przetacza się

                                      zepsuta ropa

Z dawno zmarłych gałęzi zwisają strzępy

                                                        liści

 

Skapuje woda

 

Śmietnik zużytych emocji

Toczy się w kierunku przepaści

By roztrzaskać się na skałach

                            i zatonąć w odmętach

 

                                                                  Październik, 1994

 

 

 

 

 

 

W ciemności

nie dojrzysz

znaku na papierze

 

nagromadzenie szczegółów

gra wyobraźni

Śpiące miasto

rozbite latarnie

świętujące prostytutki

czarne koty

jedno rozświetlone okno

 

Twarz przytulona do poduszki

gra wyobraźni

nagromadzenie szczegółów

oddechy

coś zgrzytnęło w ciemności

 

Czy ja to rano odczytam

 

                                                        Grudzień, 1993

 

 

 

 

 

 

Mgła

brak księżyca

gwiazd

pył

bez którego nie możesz żyć

betonowe mury

posegregowane narody

szczątkowa zieleń

nocne lokale

papierosy alkohol rozpusta

 

bezpieczeństwo

dane ci

przez

scentralizowanie świata

 

dobro większości

ponad dobrem jednostki

 

                                                        1993

 

 

 

 

       

 

Tamto odeszło w bólu życia

Rozkosz i udręka

Zatopione w zimnie codzienności

 

Tęsknota za tamtym

                   cierpiętnym upojeniem

Istnieć dla istnienia

 

Giętka istota stabilna wśród sztormu

Samotna samowystarczalność

Wypalona pragnieniem niewinności

 

Od zawsze po wieczność

Stoi porozrywana

Ukrywa ciche łkanie

                            tęsknoty za nawałnicą

                                               która ją opuściła

 

                                                        Wrzesień, 1994

 

 

 

 

 

To byłoby piękne,

gdybyś to zrobiła

 

Cóż z tego,

że twe ciało pożyje jeszcze trochę

 

Uniknęłaś piękna

gorące ciało

nie możesz oprzeć się żądzy

umięśniony brzuch, uda

włosy, genitalia

usta, język, ślina

pot

uciekając w noc przed nocą

gorąca krew ścieka z miejsca

w które przyłożyłaś żyletkę

 

dokonało się zaspokojenie

twe podbrzusze nie miało nic do tego

orgazm we krwi

sperma szkarłatnego koloru

ostatni pocałunek na

martwych wargach

 

jaka szkoda, że tego nie zrobiłaś

 

                                               Styczeń, 1994

 

 

 

 

 

Oczekiwanie decyzja wahanie

Letnie gierki na plaży

 

Aby wszystko znalazło dopełnienie...

 

Sny

Sny wypełniające czeluść

Porządkujące chaos

W snach dokonują się marzenia

 

Tylko jedna szansa na tysiąc

Spotkamy się po latach oczekiwania

Błysku zagubiony w ciemnościach

 

Przypadkowe spotkanie –

Pozostawiło ślad w ciemności

Jeśli to przeznaczenie –

Nie ma przed nim ucieczki

 

Czy miasto to też jest zbiorem kwantów?

 

                                                        Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

Wiersze są zwichrowanym czasem

Pułapka

Ohydna zachłanność

Zniewolona emocja

Dopasowana do ram

Wściekłość chce

     zamienić wszystko w proch

 

                                                                  1993

 

 

 

 

 

 

Przychodzi jak Cień

Siada i milczy

Milczenie rozrywa na strzępy

 

Niezauważalny Cień

Tajemniczy i nieodgadniony

Gdzieś tam kłębią się myśli

Pod twardą skorupą

Którą obudowany jest wszechświat

 

Cień tworzy romantyczną wizję

                            legendarnego zabójcy kobiet

Snuje nihilistyczną opowieść o Was

W jego wnętrzu znajduje się skarb

                                      zakopany w ziemi

Ukryty przed wścibskim okiem

 

Cień Was przeraża

Nie rozumiecie go

Maskujecie strach

Kpicie z niego

 

                                                        Maj, 1994

 

 

 

 

 

Jakże onieśmielona

                            czuję się

 

Kiedy chcę

Kiedy planuję

         Byś czytał moje wiersze

 

                                                                  1992-3 ?

 

 

 

 

 

 

Dawni poeci

Wobec których zawiniono...

Błagają Cię

Dlaczego chcesz by Cię nienawidzili?

 

Mur ginący w przestworzach

Gdyby choć jedna cegła runęła

Roztrzaskała ohydę urazy

 

Od tak dawna...

Hiob odrzucił własne imię

Oglądając blizny na nadgarstkach

Z żałością myśleć

                            o bratniej wojnie....

...która trwa

 

Nie wystarczy chwila

Nie wystarczy dotknięcie

Spełnienie nie nastąpi

                            w ciągu wieczności

 

                                                        Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

 

Nie daj im się,

         Nie pozwól,

         aby cię ubezwłasnowolnili.

Oni są bardziej szaleni niż ty,

 

                                                        1993

 

 

 

 

 

 

Pragnienie zanurzenia się

w rozkosznym

buszu

 

Puszcza

jej giętkie liany

oplatają

 

kłujące kolce

zmuszają cię

do posłuszeństwa

 

korzeń wnika do

twojego wnętrza

 

budzisz się

 

niezaspokojona

 

                                                        1993

 

 

 

 

 

 

O wszystkim zapomniałam

Byłam sobą

Byłam wszystkim

I nikim ponadto

 

Przyszedłeś z nikąd

- a może wróciłeś

dokonując spustoszeń

 

Kim jesteś?

Kimś kto ma moc?

Co myślisz?

Czy nie myślisz?

 

Zostałam stworzona dla zaspokojenia twojego libido

 

Gdzie kończy się zabawa

                   a zaczyna...

       ....Co?

 

Niespodziewanie spaść

Lina została przecięta

W dole szaleje burza

 

                                               Lipiec/Sierpień, 1994

 

 

 

 

 

Złóż mnie w ofierze

Okalecz ciało

Zlizuj krew

Spływającą po piersiach

 

W agonii orgazmu

nasze dusze

ogarną płomienie

 

Staniesz się niewidzialny

Nieśmiertelność

Jest domeną smoków

         będziesz mógł wybrać sobie kolor

 

                                                                  1993

 

 

 

 

 

 

Płynę na falach podświadomości

Wiedzie mnie muzyka

Serce moje pełne jest goryczy

 

Cień Ziemi na zachodzie

Mieszkaniem moim jest Biała Jaskinia

Jak wiele jest w stanie uczynić Miłość

 

                                                                  1993

 

 

 

 

Wciąż tęsknić do tego co było przedtem

                            co było przedtem

Wciąż marzyć o tym co będzie potem

                            co będzie potem

Brudna woda kapie z kranu

                            kapie z kranu

Wstrętna woń dobywa się ze ścieku

                            dobywa się ze ścieku

 

Śliskie usta przesiąknięte tytoniem

                            przesiąknięte tytoniem

Pożądliwy język penetruje twe wnętrze

                            penetruje twe wnętrze

 

Ohyda zamieszkała pośród nas i

                            pozbawiła nas mocy smutku

Zatopić się chwilę w muzyce

                   chwilę w muzyce

Śmiechu smutnej egzystencji

                   smutnej egzystencji

Porwać się woni półmroku

                   woni półmroku

Perwersyjnemu cierpieniu świata

                   cierpieniu świata

 

Wbij zimny kolec w ośrodek rozkoszy

By wydobyć ostatni piękny spazm

                            umierającego boga.

 

                                               Październik, 1994

 

 

 

 

 

Piaszczyste drogi prowadzą w dal

nieznośna udręka samotności

słońce robi z mózgu

skiśnięty budyń

 

ostatnie krople

zasychają na torsie

pod

         pustą jamą

z której kapią łzy

pogoń poszukiwanie

suchość w ustach

kaktusy piekło

w głowie

 

zostało ci jeszcze wiele do przebycia

 

                                                        1993

 

 

 

 

 

 

Targająca światem ohyda

Przepełnia po brzegi mnie chuć

Obrzydliwość wypełnia swoimi mackami szczeliny

Wdziera się przemocą do mojego wnętrza

Szarpie rwie rozrywa

 

Utrata spokoju jest ceną jaką trzeba zapłacić

 

                                                        1992 / 3

 

 

 

 

 

 

Ludzie

maszyny

tresowane zwierzęta

biegną do celu

 

nie widzą go

nie czują

nie słyszą

tak im powiedziano

 

nie wiedzą

to nie oni

go wymyślili

 

                                                        1993

 

 

 

 

 

 

Niepokój ogarnia nas

sen morzy

nie daje rady

chęć szaleństwa

gorącego ciała

 

człowiek

zagubiony

wśród bloków miasta

ulicznych latarni

kilku oświetlonych okien

 

sam

w domu pełnym ludzi

sen,

odgradza go od świata

nie chce aby nadszedł

dał ukojenie

 

moc

spada jak sęp na ofiarę

pytania

w pełni życia

nie rozładowanej energii

niezaspokojenie

 

krzycz

albo

podetnij sobie żyły

 

                                               Grudzień, 1993

 

 

 

 

 

 

Jak mężczyzna

gdy

wślizga się

do jego łoża

piękna kobieta

 

nie odtrąci jej

nie ma takiej przysięgi

posiądzie ją

 

Jestem kobietą

płonę

cień

wkrada się

pomiędzy uda

 

Utrata rozsądku

którego nigdy nie było

 

Tyle straconych dni

nie wiedziałeś

nie różnię się

bardzo od ciebie

 

                                               Grudzień, 1993

 

 

 

 

 

 

Mężczyzna

jego ciało wabiło

szał zmysłów

 

skóry

opinające się mięśnie

bohater

z legendarnej krainy

 

Jedna kobieta

mogłaby oprzeć się

wierna kochanka

swojego męża

uległa rozpuście

 

                                               Grudzień, 1993

 

 

 

 

 

 

Przyjdź

ucałuj moje usta

rozpal żądze

przyciśnij mnie mocno

to może nie powtórzyć się

 

Należę do innego

co to znaczy

wobec samotności

gorącej nocy

ogniska

twojego ciała

 

Nie będę cię wabić

przyjdź

 

Nocą

pod wspólnym nakryciem

daj mi rozkosz

uczucie

 

Z tobą

jestem jak dziecko

w łonie matki

 

                                               Grudzień, 1993

 

 

 

 

 

 

Mordercy wędrują

po zaginionym lesie

barokowy portret

romantycznego zamku

 

ze smutkiem zbieram

wypadające włosy

 

Obrazy przesuwają się przed oczami

 

                                                        1993

 

 

 

 

 

 

Szafirową toń twych oczu odnaleźć

Zapomniany kolor z obrazu Moneta

                            widoki Londynu

 

To tylko symbol, który nic nie znaczy

Zupełnie odszedł przez czas uwiedziony

 

Wspomnienie ciała

                   ono będąc niezdobyte pozostało takim

Chociaż nęciło

                   prowokowało całą istotą

 

Intensywne pożądanie nie dało rady

Prawda okazała się kłamstwem

                                      w każdym z założeń

 

                   gdzieś pomiędzy wrześniem a listopadem 1994

 

 

 

 

 

Drżę z zimna wciśnięta w kąt u stóp twojego tronu

Panie...

 

                                                        1992 / 3 ?

 

 

 

 

 

 

Coś żyło... znienawidzone uczucie

                   Ktoś inny je zbezcześcił

                   Zapędził do zagrody wstrętu i ohydy

Lecz Coś pozostało

Łudziło chęcią odejścia

 

Lecz moc trwa

Moc przeżyła

Moc zwyciężyła

Moc cierpi

 

A samotna dziewczyna spacerująca po dachach

Zbłąkała się na Alei Samotności

 

Cóż innego pozostało

Jak poprosić o kolejny policzek

kolejny, kolejny, kolejny

 

Pozwolić bić się po twarzy

Pozwolić samemu to uczynić

Gdyż kiedyś ów dzień nastąpi

 

Ty Który Jesteś

Ty Który Sądzisz

Wobec Którego pozostało

                   zatonąć w cynizmie

Ty Jeden Najukochańszy

Dla Którego moje łono pozostanie zamknięte

 

Tobie plunę w twarz

Lecz wpierw pozwól bym mogła otrzymać

                                      jeszcze jeden policzek.

 

(Ten facet, o którym pisałam w tym wierszu to prawdopodobnie Bóg,

kiedyś się z nim ostro pożarłam i tak mi zostało.

Najbardziej mnie wkurzył tym, że bez względu na to jakimi obelgami się go obrzuci to i tak dalej mnie ignoruje).

                                                        Grudzień, 1994

 

 

 

 

 

 

Jak można być tak piękną...?

Kto ci pozwolił mieć takie oczy...

Twarz obleczoną alabastrową skórą

okala grzywa płomiennych włosów

A imię twe brzmi

                            Intuicja

kobieto o obliczu wyciosanym z kamienia

drwiąca z pulsującej śmierci

 

                                                        1992 / 3

 

 

 

 

 

 

Angie, Angie ... krzyczysz

Długie nogi dziewczyny sprawiają, że nie możesz powstrzymać wzwodu

Ona nad tobą panuje

W jej ręce oddana została władza

 

Miłość jest zabroniona

gdyż dzieci są przeklęte

 

                                                        1992 / 3

 

 

 

 

 

 

Z pomiędzy moich nóg wyłażą węże

Liny oplątujące nagie ciało

Skrępowane ręce – zniewolona dusza

Spazm, który wlazł pomiędzy wiersze

 

                                                        1992 / 3

 

 

 

 

 

 

Cisza

Dym przesiąkł atmosferę

a kiepy zalegają pudełko zapałczane

Wspomniałeś o wierszu

Chcę spełnić twe życzenie

Jedno z wielu

To tylko mogę

Nie zabronisz mi niezależnego w mym sercu

 

Wspomnienie dawnej poezji nęka

Drobiazgu niegdyś zabrakło

Którym się zaczęło

i odeszło natychmiast

Wymówki dla złości

Cóż powodów dzisiaj niemało

Czemuż jednak tak trudno psy spuścić

                            i w szale się zapaść?

 

Flegma zalega płuca

         i w gorączce tarzało się ciało

Lecz błysk nie ustał świecić

Choć mrze już jego barwa

 

Niesforne dziecię marzeń

Błysku zagubiony w ciemnościach

Nigdy cię nie spotkałam

Nie narodziły się jeszcze ciemności

Dawne pytanie retoryczne

         Znalazło swą odpowiedz

Miasto to nie jest zbiorem kwantów

         i żadne wśród znanych nim nie jest

 

Zdarzyła się noc której nie było

Wówczas puzzle złączyły się w całość

Gdyż dziewczyna z dachu odnalazła klasyczny element

                            by niewinność zamieszkała na ścianie

 

Nie będzie dalszego ciągu

Dziś jeszcze w dal pomknie niesforna dusza

Zazdrosna losu Pijanego Statku

 

                                      godzina 0: 53, 11 października 1996

 

 

 

 

 

 

Jestem królem świata

piwo jest jego

największym darem

cudowność życia

Rekin ludojad

odgryza ci kończyny

Przepełnia mnie radość

nie ma zła

nie ma dobra

nie ma piękna

nie ma brzydoty

wytwory naszego umysłu

piękno, zło, dobro, brzydota

kocham cię

kocham was

chwila, moment,

drzwi percepcji

ekstaza

logika przyrody

chaos szatana

 

czekam na ciebie całe życie

może przyjdziesz

czy nie przyjdziesz

łechtaczka

punkt „g” w macicy

długi gorący narząd

nasienie

praca pomaga przezwyciężyć

samotność

pieprz się ze mną

a ja będę się pieprzyć z tobą

 

kwintesencja życia

pijany Jim Morrison

pogotowie erotyczne

kocham cię

żyletka na łonie

pomarańczowa krew

orgazm

konsystencja mojego życia

beznadzieja

i sens wszechświata

miłość i nienawiść

pożądanie i cierpienie

 

poemat wszechrzeczy

zrodzony w piwie i samotności

pożądaniu i jego niezaspokojeniu

niemożliwej miłości

szczęściu, które chce zawojować świat

poemat, który

nigdy nie będzie miał końca

 

                                      Styczeń, 1994 (pisałam to, gdy byłam pijana)

 

 

 

 

 

 

Chcę abyś mnie wziął

                   i o niczym innym nie marzę

Chcę abyś mnie wziął

                   i rozerwał me łono

Chcę abyś mnie wziął

                   i wypełnił nasieniem

Chcę abyś mnie wziął

 

Roztrzaskał o skały

Rozszarpał na kawałki

Wyssał krew płynącą w żyłach

Lizał moje intymne miejsca

 

Zapanuj nade mną

Bądź moim władcą

Pozwól mi zjeść się

 

Z wnętrza podbrzusza

Kiełkuje nasienie

Rozrywa skórę

Zadaje ból

Szarpie tkanki ostrymi kłami

Cierpienie jest nie do zniesienia

 

Dlaczego wzywasz mnie skoro nie chcesz

                                      abym przybyła?

 

                                               Maj, 1994

 

 

 

 

 

 

„Krzyk młodości”

 

Spróbujmy złapać chwilę

Odzyskajmy wczorajszą noc

W szumie wiatru tego wieczoru

Wzniećmy płomień ubiegłego wieku

 

Krzyk młodości

Radość i rozpacz

Był wołaniem „Wolności!”

 

Dzieci, śmieci wciąż chodzą po ulicach

Obce są nam tamte wojny

I przekleństwa patriotyzmu, nazizmu

Jesteśmy drugim pokoleniem

 

Krzyk młodości

Radość i rozpacz

Był wołaniem „Wolności!”

 

W czasach rapu i hip-hopu

Żyjemy, umarło już nawet disco

Nadchodzi ostatni człowiek

I nastanie czas konformizmu

 

Krzyk młodości

Radość i rozpacz

Był wołaniem „Wolności!”

 

                                                        2002

 

 

 

 

 

 

Gdzie chcesz iść kobieto?

Nie obchodzi mnie to

Czuję wielką złość

Mam tego dość

 

Chcę powiedzieć jak

Lecz nie mogę tak

„To silniejsze ode mnie”

Nie to co chcę

 

Gorący wieczór, upojna noc

powstrzymajmy wszelką przemoc

Jestem tylko parweniuszem

Zażegnajmy to małym sojuszem

 

Chcę powiedzieć jak

Lecz nie mogę tak

„To silniejsze ode mnie”

Nie to co chcę

 

Odchodzisz? Zabawmy się

Tak bardzo kocham cię

Kusisz mnie wciąż

Jak Ewę wąż

 

Chcę powiedzieć jak

Lecz nie mogę tak

„to silniejsze ode mnie”

Nie to co chcę

 

                                               2002

 

 

 

 

 

 

Odchodzą w niepamięć tamte chwile

Gdy dawałaś mi rozkosz

Skłaniasz mnie bym pisał ci wiersze

Lecz wnet powiem jak wicehrabia

Moja wytrwałość była równie wielka

Jak twój upór w cnocie

I umarła wraz z nią

Znudziła mi się dziś ta miłostka

Pragnę zaznać nowych rozkoszy

Nie miej do mnie wyrzutów

Takie jest prawo natury

 

Bóg umarł jak dawny bohater

Który wykończył się z własnej winy

 

Jest wielkim idolem

Poświęcił wielką sztukę niskiej

I stał się historią

Ten, który chciał otworzyć drzwi percepcji

Lecz wielkość jego była jego

                                      słabością

Poeci śnią o krótkim życiu

Jak androidy o owcach

Moim losem jest śmierć Rimbauda

 

                                                        2002

 

 

 

 

 

 

 

To jest webring bez obciachu - poezja i proza, list do właściciela.
[ trzecia do przodu | poprzednia | następna | trzecia do tyłu| przypadkowa | lista stron ]
Webring Republiki WWW