|
|

|
|
|
|
Nastrój wdarł się przez okna
do wewnątrz
Mężczyzna, który odszedł
Biała tarcza księżyca
Potargane chmury zniweczyły
gwiazd
nadzieję
Zbezcześcił święty spokój miejsca
Ściany zacisnęły się wokół ciebie
Byłabym ci posłuszna
Jednak...
Pozostała twarz tuż przed oczami
Gdy poszedłeś do niej
Nie bądźmy wciąż przyjaciółmi
Czerwień truskawek przypomina krew
Zamrożonych jak moja
Zasłońcie okna by odpędzić ducha
Pozwólcie świecić słońcu
Odwiedźcie mój pokój
by zamieszkała w nim niewinność
Zatopić żeby w mięsie
Rozerwać beznadzieję teraźniejszości
Nie pozwolić wodzie ucichnąć
Marzenie o miłości, która
wszystkiego
żąda
i
wszystko daje
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Z otchłani szarości
Z pomiędzy strug deszczu
Wyłoniła się gwiazda
by
zginąć
Zwiastunka rozkoszy i bólu
W ustach gorzki smak po papierosie
Ciało spocone muzyką
Przeraźliwa słodycz malin
Smok z ciemnego stał się jasny
wciąż przyczajony
Paradoks metafizyki nie będzie rzeczywistością
jest nią
Z goryczy powstało
Gorycz pozostanie
Jakkolwiek nakaże smok
Pozwól mi unieść się niewinności
Najwyżej
Wciąż wyżej
I wyżej
Niech spadnę
Ptak o starożytnym obliczu powstaje z popiołów
Ujrzeć gwiazdy
Światło księżyca
Poblask nadziei
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Smutna pieśń trawi moje wnętrzności
Samotność jest treścią
mojego życia
Przyjaźń nie potrafi
wyplenić ze mnie
rozpaczy
Tylko miłość może mnie zaspokoić
Lecz ona nie nadchodzi i nigdy nie nadejdzie
W takich chwilach chcę rozewrzeć
sobie żyły,
Okaleczyć swoje ciało
Zadać sobie jeszcze większy ból
Nic nie jest w stanie zagłuszyć
niepokojących
mnie uczuć.
Boję się ostatecznego rozwiązania,
Strach i resztki nadziei
powstrzymują
mnie przed pogrążeniem
się w nicości.
Czekam na moment, w którym
postradam
zmysły.
Jeżeli i to nie nastanie....
Zacznijcie
lękać się
potwora skradającego się
w ciemnościach...................
(bez daty)
|
|
|
|
|
|
Oczekiwała nadejścia
końca świata
Nie nastąpił
To by nic nie
dało
Ty wiesz
Mówiła ci,
Jaka byłaby twoja kara
1993
|
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Ty która dałaś mi wolność
Spętanej w dybach teraźniejszości
Tuż przed progiem degresji
Pozwolisz mi poznać prawdę
Będę wspinać się na szczyt
Leżąc pośrodku rozkładających się śmieci
Szczęście nadejdzie samoistnie
Kiedy maligna zalęgnie się w umyśle
Stanę i powiem na szczycie góry
Gdy niebo walić będzie piorunami
„Przeklęci
niech będą Bogowie,
którzy stworzyli ten świat”
Nadchodząca refleksja
Przeklęcie rzucone na siebie
Rozkazałam marzyć
O umarłym bohaterze z nieistniejącej krainy.
maj, 1994
|
|
|
|
|
|
Gdy zabierzesz jej wszystko
To co jej pozostanie?
Bez wolności, rozumu i siły
Będzie miała godność,
Gdy zabierzesz jej godność,
Pozbawisz ją życia.
1993
|
|
|
|
|
|
Narodziłam się na kartach powieści
której byłam autorką
Mojego życia rozkoszy i smutku
Przyszedłeś by odejść
Prosiłam byś został na chwilę
Już na początku zostaliśmy skazani
Wszystko, co kiedyś kochaliśmy
Pozwoliło się nam znienawidzić
Pozostała po tobie tylko gra słów na papierze
Bać się kochać
Rosnące pokłady na dnie serca
Można je rozbić jednym kopniakiem
Nim wypełni się pustka
Z nienawiści uczynić cnotę
Najbardziej piękną parszywą z wszystkich
Reszta nie wyłoni się z chaosu
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Pieśń unosząca się
nad
rozświetlonym miastem
świecące ciepło
bije
z zamkniętych okien
zimny balkon
zdławiona krtań
samotnego serca
tęsknota za
umarłym rajem
koniec nastąpił
nim ujrzałeś
pierwszy promień słońca
Styczeń, 1994
|
|
|
|
|
|
gdy odnajdujesz sens życia
pierdolony śluzowaty bezmiar rzeczywistości
obserwuje twoje poczynania
łuskowate dłonie uzbrojone w szpony
dotykają torsu
wyłamują żebra
miażdżą serce
ręce dziewczyny przywiązane do krzyża
wokół śmiechy
czyż to nie ekscytujące?
powinnaś
być szczęśliwa
uwolnimy
cię od brzemienia boskości
Styczeń 1994
|
|
|
|
|
|
Jesteś bogiem
- to boli
Styczeń, 1994
|
|
|
|
|
|
Przekroczyć granice rzeczywistości
otworzyć drzwi percepcji
nocą
gdy pogasną światła
gdy ucichnie muzyka
stalowe ostrza wciskają się pod czaszkę
paraliżuje płomień lodowego ostrza
środki odmieniające świadomość
eliksir absurdu
Styczeń, 1994
|
|
|
|
|
|
Gdyby motyle miały tylko jedną parę skrzydeł
Czy wziąłbyś
mnie w ramiona?
Rzeczywistość teraźniejszości okrada nas
Tutaj jestem Bogiem
Karam i nagradzam
Chełpię się mocą, którą sobie dałam
Jestem księżniczką na Szklanej Górze
Więźniarką własnego serca
Gdybyś pokazał mi skromny pokoik
Może stałabym się kobietą
Maj, 1994
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
Gdy przyszedł
skąpany
w promieniach słońca
Dziewczyna nocą wędruje po dachach
Papierosowy dym przesłania wszystko dokoła
Muzyka potęguje uczucia
Uwolnić się
Umrzeć
I pozostać
Jego umięśnione, opalone ciało
Chciałam tylko być
Rozgrzane powietrze faluje
Promienie przenikają w głąb czaszki
Woda gotuje się
Słyszę szum w głowie
Umrzeć
I przeżyć rozkosz
Zamordować świat
by
pozostał ci posłuszny
W pokoju wiszą zdjęcia
Ja spaceruję po dachach
Umrzeć w każdej chwili
by wpierw dokonać
dzieła
Niewinność zamieszkała na ścianach
pokoju
Jutro powrócę dla rozgrzanego ciała
Aby niewinność mogła mnie ogarnąć
zupełnie
Lipiec, 1994
|
|
|
|
|
|
Smok z chmur
o giętkim ciele
odrywa się z czeluści
Serc morderca
Niewinności wróg
Pozwala by refleksji przyszedł czas
Nienawistnej miłości zaprzeczyć bytu
Żywioł rozrywa jego czas
Niech miłosna nienawiść zostanie w nas
Szarość fioletu wypełnia przestwór
A smok czarne kłęby rozedrgał w błękicie
Opozycją szarego oranżu zlewa się on
Potwornym cielskiem obejmując świat
Gdzieś nadzieja jawi się wśród liści
A granat wieść niesie straszną
Powiedzieć słowo by rozjuszyć smoka
Zimne igły ugodzą się tysiąckroć
tak
jakby krople deszczu.....
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Na krawędzi życia...
Żyletka rozdarła miękką tkankę
Krew skapuje do kielicha
Ambiwalencja rośnie w postępie geometrycznym
Dlaczego nie chcesz?
Uwodzicielska śmierć wabi cię
Pójdź w jej ramiona
Ona da ci ukojenie
Tam czekają na ciebie jej apartamenty
Wonne kwiaty rosną na posadzce
Żywa trawa łaskocze cię w pięty
W altance czeka na ciebie upragniona kochanka
Maj, 1994
|
|
|
|
|
|
Jak rzekli:
wierzę w Boga
gdyż Ten mnie nienawidzi
Nad zatęchłym bagniskiem duszy unosi się mgła
Powolne masy przesuwają się w trakcie eonów
Dni mijają
Noce odchodzą w niepamięć
Przez cuchnące zwały ścierwa przetacza się
zepsuta ropa
Z dawno zmarłych gałęzi zwisają strzępy
liści
Skapuje woda
Śmietnik zużytych emocji
Toczy się w kierunku przepaści
By roztrzaskać się na skałach
i zatonąć w odmętach
Październik, 1994
|
|
|
|
|
|
W ciemności
nie dojrzysz
znaku na papierze
nagromadzenie szczegółów
gra wyobraźni
Śpiące miasto
rozbite latarnie
świętujące prostytutki
czarne koty
jedno rozświetlone okno
Twarz przytulona do poduszki
gra wyobraźni
nagromadzenie szczegółów
oddechy
coś zgrzytnęło w ciemności
Czy ja to rano odczytam
Grudzień, 1993
|
|
|
|
|
|
Mgła
brak księżyca
gwiazd
pył
bez którego nie możesz żyć
betonowe mury
posegregowane narody
szczątkowa zieleń
nocne lokale
papierosy alkohol rozpusta
bezpieczeństwo
dane ci
przez
scentralizowanie świata
dobro większości
ponad dobrem jednostki
1993
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Tamto odeszło w bólu życia
Rozkosz i udręka
Zatopione w zimnie codzienności
Tęsknota za tamtym
cierpiętnym
upojeniem
Istnieć dla istnienia
Giętka istota stabilna wśród sztormu
Samotna samowystarczalność
Wypalona pragnieniem niewinności
Od zawsze po wieczność
Stoi porozrywana
Ukrywa ciche łkanie
tęsknoty za nawałnicą
która ją opuściła
Wrzesień, 1994
|
|
|
|
|
|
To byłoby piękne,
gdybyś to zrobiła
Cóż z tego,
że twe ciało pożyje jeszcze trochę
Uniknęłaś piękna
gorące ciało
nie możesz oprzeć się żądzy
umięśniony brzuch, uda
włosy, genitalia
usta, język, ślina
pot
uciekając w noc przed nocą
gorąca krew ścieka z miejsca
w które przyłożyłaś żyletkę
dokonało się zaspokojenie
twe podbrzusze nie miało nic do tego
orgazm we krwi
sperma szkarłatnego koloru
ostatni pocałunek na
martwych wargach
jaka szkoda, że tego nie zrobiłaś
Styczeń, 1994
|
|
|
|
|
|
Oczekiwanie decyzja wahanie
Letnie gierki na plaży
Aby wszystko znalazło dopełnienie...
Sny
Sny wypełniające czeluść
Porządkujące chaos
W snach dokonują się marzenia
Tylko jedna szansa na tysiąc
Spotkamy się po latach oczekiwania
Błysku zagubiony w ciemnościach
Przypadkowe spotkanie –
Pozostawiło ślad w ciemności
Jeśli to przeznaczenie –
Nie ma przed nim ucieczki
Czy miasto to też jest zbiorem kwantów?
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Wiersze są zwichrowanym czasem
Pułapka
Ohydna zachłanność
Zniewolona emocja
Dopasowana do ram
Wściekłość chce
zamienić wszystko w proch
1993
|
|
|
|
|
|
Przychodzi jak Cień
Siada i milczy
Milczenie rozrywa na strzępy
Niezauważalny Cień
Tajemniczy i nieodgadniony
Gdzieś tam kłębią się myśli
Pod twardą skorupą
Którą obudowany jest wszechświat
Cień tworzy romantyczną wizję
legendarnego zabójcy kobiet
Snuje nihilistyczną opowieść o Was
W jego wnętrzu znajduje się skarb
zakopany w ziemi
Ukryty przed wścibskim okiem
Cień Was przeraża
Nie rozumiecie go
Maskujecie strach
Kpicie z niego
Maj, 1994
|
|
|
|
|
|
Jakże onieśmielona
czuję się
Kiedy chcę
Kiedy planuję
Byś czytał
moje wiersze
1992-3 ?
|
|
|
|
|
|
Dawni poeci
Wobec których zawiniono...
Błagają Cię
Dlaczego chcesz by Cię nienawidzili?
Mur ginący w przestworzach
Gdyby choć jedna cegła runęła
Roztrzaskała ohydę urazy
Od tak dawna...
Hiob odrzucił własne imię
Oglądając blizny na nadgarstkach
Z żałością myśleć
o bratniej wojnie....
...która trwa
Nie wystarczy chwila
Nie wystarczy dotknięcie
Spełnienie nie nastąpi
w ciągu wieczności
Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Nie daj im się,
Nie pozwól,
aby cię ubezwłasnowolnili.
Oni są bardziej szaleni niż ty,
1993
|
|
|
|
|
|
Pragnienie zanurzenia się
w rozkosznym
buszu
Puszcza
jej giętkie liany
oplatają
kłujące kolce
zmuszają cię
do posłuszeństwa
korzeń wnika do
twojego wnętrza
budzisz się
niezaspokojona
1993
|
|
|
|
|
|
O wszystkim zapomniałam
Byłam sobą
Byłam wszystkim
I nikim ponadto
Przyszedłeś z nikąd
- a może wróciłeś
dokonując spustoszeń
Kim jesteś?
Kimś kto ma moc?
Co myślisz?
Czy nie myślisz?
Zostałam stworzona dla zaspokojenia twojego libido
Gdzie kończy się zabawa
a
zaczyna...
....Co?
Niespodziewanie spaść
Lina została przecięta
W dole szaleje burza
Lipiec/Sierpień, 1994
|
|
|
|
|
|
Złóż mnie w ofierze
Okalecz ciało
Zlizuj krew
Spływającą po piersiach
W agonii orgazmu
nasze dusze
ogarną płomienie
Staniesz się niewidzialny
Nieśmiertelność
Jest domeną smoków
będziesz mógł
wybrać sobie kolor
1993
|
|
|
|
|
|
Płynę na falach podświadomości
Wiedzie mnie muzyka
Serce moje pełne jest goryczy
Cień Ziemi na zachodzie
Mieszkaniem moim jest Biała Jaskinia
Jak wiele jest w stanie uczynić Miłość
1993
|
|
|
|

|
|
|
|
Wciąż tęsknić do tego co było przedtem
co było przedtem
Wciąż marzyć o tym co będzie potem
co będzie potem
Brudna woda kapie z kranu
kapie z kranu
Wstrętna woń dobywa się ze ścieku
dobywa się ze ścieku
Śliskie usta przesiąknięte tytoniem
przesiąknięte tytoniem
Pożądliwy język penetruje twe wnętrze
penetruje twe wnętrze
Ohyda zamieszkała pośród nas i
pozbawiła nas mocy smutku
Zatopić się chwilę w muzyce
chwilę
w muzyce
Śmiechu smutnej egzystencji
smutnej
egzystencji
Porwać się woni półmroku
woni
półmroku
Perwersyjnemu cierpieniu świata
cierpieniu
świata
Wbij zimny kolec w ośrodek rozkoszy
By wydobyć ostatni piękny spazm
umierającego boga.
Październik, 1994
|
|
|
|
|
|
Piaszczyste drogi prowadzą w dal
nieznośna udręka samotności
słońce robi z mózgu
skiśnięty budyń
ostatnie krople
zasychają na torsie
pod
pustą jamą
z której kapią łzy
pogoń poszukiwanie
suchość w ustach
kaktusy piekło
w głowie
zostało ci jeszcze wiele do przebycia
1993
|
|
|
|
|
|
Targająca światem ohyda
Przepełnia po brzegi mnie chuć
Obrzydliwość wypełnia swoimi mackami szczeliny
Wdziera się przemocą do mojego wnętrza
Szarpie rwie rozrywa
Utrata spokoju jest ceną jaką trzeba zapłacić
1992 / 3
|
|
|
|
|
|
Ludzie
maszyny
tresowane zwierzęta
biegną do celu
nie widzą go
nie czują
nie słyszą
tak im powiedziano
nie wiedzą
to nie oni
go wymyślili
1993
|
|
|
|
|
|
Niepokój ogarnia nas
sen morzy
nie daje rady
chęć szaleństwa
gorącego ciała
człowiek
zagubiony
wśród bloków miasta
ulicznych latarni
kilku oświetlonych okien
sam
w domu pełnym ludzi
sen,
odgradza go od świata
nie chce aby nadszedł
dał ukojenie
moc
spada jak sęp na ofiarę
pytania
w pełni życia
nie rozładowanej energii
niezaspokojenie
krzycz
albo
podetnij sobie żyły
Grudzień, 1993
|
|
|
|
|
|
Jak mężczyzna
gdy
wślizga się
do jego łoża
piękna kobieta
nie odtrąci jej
nie ma takiej przysięgi
posiądzie ją
Jestem kobietą
płonę
cień
wkrada się
pomiędzy uda
Utrata rozsądku
którego nigdy nie było
Tyle straconych dni
nie wiedziałeś
nie różnię się
bardzo od ciebie
Grudzień, 1993
|
|
|
|
|
|
Mężczyzna
jego ciało wabiło
szał zmysłów
skóry
opinające się mięśnie
bohater
z legendarnej krainy
Jedna kobieta
mogłaby oprzeć się
wierna kochanka
swojego męża
uległa rozpuście
Grudzień, 1993
|
|
|
|
|
|
Przyjdź
ucałuj moje usta
rozpal żądze
przyciśnij mnie mocno
to może nie powtórzyć się
Należę do innego
co to znaczy
wobec samotności
gorącej nocy
ogniska
twojego ciała
Nie będę cię wabić
przyjdź
Nocą
pod wspólnym nakryciem
daj mi rozkosz
uczucie
Z tobą
jestem jak dziecko
w łonie matki
Grudzień, 1993
|
|
|
|
|
|
Mordercy wędrują
po zaginionym lesie
barokowy portret
romantycznego zamku
ze smutkiem zbieram
wypadające włosy
Obrazy przesuwają się przed oczami
1993
|
|
|
|
|
|
Szafirową toń twych oczu odnaleźć
Zapomniany kolor z obrazu Moneta
widoki Londynu
To tylko symbol, który nic nie znaczy
Zupełnie odszedł przez czas uwiedziony
Wspomnienie ciała
ono
będąc niezdobyte pozostało takim
Chociaż nęciło
prowokowało
całą istotą
Intensywne pożądanie nie dało rady
Prawda okazała się kłamstwem
w każdym z założeń
gdzieś
pomiędzy wrześniem a listopadem 1994
|
|
|
|
|
|
Drżę z zimna wciśnięta w kąt u stóp twojego tronu
Panie...
1992 / 3 ?
|
|
|
|
|
|
Coś żyło... znienawidzone uczucie
Ktoś
inny je zbezcześcił
Zapędził
do zagrody wstrętu i ohydy
Lecz Coś pozostało
Łudziło chęcią odejścia
Lecz moc trwa
Moc przeżyła
Moc zwyciężyła
Moc cierpi
A samotna dziewczyna spacerująca po dachach
Zbłąkała się na Alei Samotności
Cóż innego pozostało
Jak poprosić o kolejny policzek
kolejny, kolejny, kolejny
Pozwolić bić się po twarzy
Pozwolić samemu to uczynić
Gdyż kiedyś ów dzień nastąpi
Ty Który Jesteś
Ty Który Sądzisz
Wobec Którego pozostało
zatonąć
w cynizmie
Ty Jeden Najukochańszy
Dla Którego moje łono pozostanie zamknięte
Tobie plunę w twarz
Lecz wpierw pozwól bym mogła otrzymać
jeszcze jeden policzek.
(Ten facet, o którym pisałam w tym wierszu to prawdopodobnie
Bóg,
kiedyś się z nim ostro pożarłam i tak mi zostało.
Najbardziej mnie wkurzył tym, że bez względu na to jakimi
obelgami się go obrzuci to i tak dalej mnie ignoruje).
Grudzień, 1994
|
|
|
|
|
|
Jak można być tak piękną...?
Kto ci pozwolił mieć takie oczy...
Twarz obleczoną alabastrową skórą
okala grzywa płomiennych włosów
A imię twe brzmi
Intuicja
kobieto o obliczu wyciosanym z kamienia
drwiąca z pulsującej śmierci
1992 / 3
|
|
|
|
|
|
Angie, Angie ... krzyczysz
Długie nogi dziewczyny sprawiają, że nie możesz powstrzymać
wzwodu
Ona nad tobą panuje
W jej ręce oddana została władza
Miłość jest zabroniona
gdyż dzieci są przeklęte
1992 / 3
|
|
|
|
|
|
Z pomiędzy moich nóg wyłażą węże
Liny oplątujące nagie ciało
Skrępowane ręce – zniewolona dusza
Spazm, który wlazł pomiędzy wiersze
1992 / 3
|
|
|
|
|
|
Cisza
Dym przesiąkł atmosferę
a kiepy zalegają pudełko zapałczane
Wspomniałeś o wierszu
Chcę spełnić twe życzenie
Jedno z wielu
To tylko mogę
Nie zabronisz mi niezależnego w mym sercu
Wspomnienie dawnej poezji nęka
Drobiazgu niegdyś zabrakło
Którym się zaczęło
i odeszło natychmiast
Wymówki dla złości
Cóż powodów dzisiaj niemało
Czemuż jednak tak trudno psy spuścić
i w szale się zapaść?
Flegma zalega płuca
i w gorączce
tarzało się ciało
Lecz błysk nie ustał świecić
Choć mrze już jego barwa
Niesforne dziecię marzeń
Błysku zagubiony w ciemnościach
Nigdy cię nie spotkałam
Nie narodziły się jeszcze ciemności
Dawne pytanie retoryczne
Znalazło swą
odpowiedz
Miasto to nie jest zbiorem kwantów
i żadne wśród
znanych nim nie jest
Zdarzyła się noc której nie było
Wówczas puzzle złączyły się w całość
Gdyż dziewczyna z dachu odnalazła klasyczny element
by niewinność zamieszkała na ścianie
Nie będzie dalszego ciągu
Dziś jeszcze w dal pomknie niesforna dusza
Zazdrosna losu Pijanego Statku
godzina 0: 53, 11 października 1996
|
|
|
|
|
|
Jestem królem świata
piwo jest jego
największym darem
cudowność życia
Rekin ludojad
odgryza ci kończyny
Przepełnia mnie radość
nie ma zła
nie ma dobra
nie ma piękna
nie ma brzydoty
wytwory naszego umysłu
piękno, zło, dobro, brzydota
kocham cię
kocham was
chwila, moment,
drzwi percepcji
ekstaza
logika przyrody
chaos szatana
czekam na ciebie całe życie
może przyjdziesz
czy nie przyjdziesz
łechtaczka
punkt „g” w macicy
długi gorący narząd
nasienie
praca pomaga przezwyciężyć
samotność
pieprz się ze mną
a ja będę się pieprzyć z tobą
kwintesencja życia
pijany Jim Morrison
pogotowie erotyczne
kocham cię
żyletka na łonie
pomarańczowa krew
orgazm
konsystencja mojego życia
beznadzieja
i sens wszechświata
miłość i nienawiść
pożądanie i cierpienie
poemat wszechrzeczy
zrodzony w piwie i samotności
pożądaniu i jego niezaspokojeniu
niemożliwej miłości
szczęściu, które chce zawojować świat
poemat, który
nigdy nie będzie miał końca
Styczeń, 1994 (pisałam to, gdy byłam pijana)
|
|
|
|
|
|
Chcę abyś mnie wziął
i
o niczym innym nie marzę
Chcę abyś mnie wziął
i
rozerwał me łono
Chcę abyś mnie wziął
i
wypełnił nasieniem
Chcę abyś mnie wziął
Roztrzaskał o skały
Rozszarpał na kawałki
Wyssał krew płynącą w żyłach
Lizał moje intymne miejsca
Zapanuj nade mną
Bądź moim władcą
Pozwól mi zjeść się
Z wnętrza podbrzusza
Kiełkuje nasienie
Rozrywa skórę
Zadaje ból
Szarpie tkanki ostrymi kłami
Cierpienie jest nie do zniesienia
Dlaczego wzywasz mnie skoro nie chcesz
abym przybyła?
Maj, 1994
|
|
|
|
|
|
„Krzyk młodości”
Spróbujmy złapać chwilę
Odzyskajmy wczorajszą noc
W szumie wiatru tego wieczoru
Wzniećmy płomień ubiegłego wieku
Krzyk młodości
Radość i rozpacz
Był wołaniem „Wolności!”
Dzieci, śmieci wciąż chodzą po ulicach
Obce są nam tamte wojny
I przekleństwa patriotyzmu, nazizmu
Jesteśmy drugim pokoleniem
Krzyk młodości
Radość i rozpacz
Był wołaniem „Wolności!”
W czasach rapu i hip-hopu
Żyjemy, umarło już nawet disco
Nadchodzi ostatni człowiek
I nastanie czas konformizmu
Krzyk młodości
Radość i rozpacz
Był wołaniem „Wolności!”
2002
|
|
|
|
|
|
Gdzie chcesz iść kobieto?
Nie obchodzi mnie to
Czuję wielką złość
Mam tego dość
Chcę powiedzieć jak
Lecz nie mogę tak
„To silniejsze ode mnie”
Nie to co chcę
Gorący wieczór, upojna noc
powstrzymajmy wszelką przemoc
Jestem tylko parweniuszem
Zażegnajmy to małym sojuszem
Chcę powiedzieć jak
Lecz nie mogę tak
„To silniejsze ode mnie”
Nie to co chcę
Odchodzisz? Zabawmy się
Tak bardzo kocham cię
Kusisz mnie wciąż
Jak Ewę wąż
Chcę powiedzieć jak
Lecz nie mogę tak
„to silniejsze ode mnie”
Nie to co chcę
2002
|
|
|
|
|
|
Odchodzą w niepamięć tamte chwile
Gdy dawałaś mi rozkosz
Skłaniasz mnie bym pisał ci wiersze
Lecz wnet powiem jak wicehrabia
Moja wytrwałość była równie wielka
Jak twój upór w cnocie
I umarła wraz z nią
Znudziła mi się dziś ta miłostka
Pragnę zaznać nowych rozkoszy
Nie miej do mnie wyrzutów
Takie jest prawo natury
Bóg umarł jak dawny bohater
Który wykończył się z własnej winy
Jest wielkim idolem
Poświęcił wielką sztukę niskiej
I stał się historią
Ten, który chciał otworzyć drzwi percepcji
Lecz wielkość jego była jego
słabością
Poeci śnią o krótkim życiu
Jak androidy o owcach
Moim losem jest śmierć Rimbauda
2002
|
|
|
|
|
|
 |
|