
Anna Hulacka
Urodzona
23 października 1975 w Krakowie. Ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych
w Krakowie. Obecnie studiuje Filmoznawstwo w Instytucie Sztuk Audiowizualnych
Uniwersytetu Jagiellońskiegow Krakowie.
Interesuje się poezją, prozą, sztukami audiowizualnymi
- głównie współpracując z zespołem punkrockowym Rozbujane Betoniary jako autor
strony www, okładek do płyt, realizator teledysków.
Skończyłam z szatanem.
Dowiodłam już parokrotnie jego nieistnienia dając mu wolny przystęp do mojego
ciała i „duszy” – nie było odzewu. Trzeba wyleczyć się z tych dziecinnych
bajek. Ponadto oddanie się diabłu tak samo odbierałoby mi samą siebie jak
sprzedanie się Bogu). Pisząc „dusza” mam na myśli umysł włącznie z emocjami
[ich wszelkim, szerokim pojęciem:naturalne popędy, hormony, kompleksy, zahamowania,
własne bądź wmówione altruizmy, wyobrażenia, etc.] Bynajmniej nie wyobrażam
sobie najdrobniejszego eterycznego przedłużenia własnego ciała (moja „dusza”
to jego część). W naszym języku nie ma niestety takiego słowa jak mind bądź
coeur.
Wiele wskazuje u mnie na skłonności masochistyczne:
fascynacje satanistyczne (ale jak sądzę może to również oznaczać sadyzm),
pragnienie poddania się władzy mężczyzny tak psychicznej jak i fizycznej,
wrażliwość na sceny gwałtu w filmach (podniecenie seksualne) fantazje na ten
temat (jednak posiadam pewność, iż nie utożsamiam się z ofiarą gwałtu
odczuwając podniecenie – chyba utożsamiam się z gwałcicielem, jednocześnie
odczuwam ból i wstręt ofiary, co daje piorunujący efekt ambiwalencji), opisy
scen erotycznych, w których mężczyzna góruje nad kobietą, może być wręcz bardzo
natrętny, etc.
Niemniej z drugiej strony
podobno zachowuję się inaczej, odwrotnie, jak mężczyzna (tak jestem odbierana
z zewnątrz). Mimo to, wątpię, abym wyobrażając sobie scenę gwałtu, wcielała
się w mężczyznę będąc ukierunkowana heteroseksualnie. Wyobrażanie sobie siebie
(tak, jakbym tego naprawdę chciała) ogranicza się do poddania się woli mężczyzny,
jego żądzy i jego pragnieniom. Mężczyzny, którego sama sobie wybieram (najchętniej
dopuszczam do siebie, lecz ciężko to zrealizować) i jaki mi odpowiada, tzn.
robi to na co ja mam ochotę. On nie może mnie poniżać, upokarzać, ma mieć
nade mną władzę, może zadawać mi fizyczny ból (należy zaznaczyć, iż nie boję
się fizycznego bólu, nie uznaję go za karę, ale za prawidłowość, część życia),
lecz z rozsądnym umiarem. Tak więc niezupełnie jest to masochizm – raczej
skrajnie kobieca natura. Ponadto nie posiadam, jak sądzę (cyt. Za „Słownikiem
filozoficznym” Dider Julia) poczucia winy zawiązanego z obecnością siłowej
i rygorystycznej świadomości społecznej, chociaż mam skłonności agresywne,
ale nie zinterioryzowane. Na dodatek mężczyzna, który namawiałby mnie np.
koprolagni czy koprofagi dostałby w mordę tak, że by się nie pozbierał. Nie
mówiąc o tym, że za nie dość silne pożądanie również można oberwać (tym razem
najchętniej użyłabym białej broni), celują w tym moje bohaterki, które z powodu
rozczarowania miłosnego często uśmiercają swoich partnerów. Można by wytłumaczyć
to w ten sposób, iż jestem wrogo nastawiona do innych przedstawicielek mojej
płci, ponieważ sobie tego nie uświadamiam, bądź jestem leniwa, chciałabym,
aby unicestwił je mój bóg, sprzymierzeniec – mężczyzna (gwałcił, poniżał,
mordował), gdyż dokonuje właściwego wyboru niszcząc zagrażające mi istoty
z natury swej godne pogardy. Nie jestem pewna, lecz muszę wysunąć przypuszczenie,
iż jednak posiadam skłonności sadystyczne.
Mizoginizm i feminizm:
Stwierdzam z przekonaniem, iż Markiz de Sade był najbardziej
wolnym od kompleksów człowiekiem, jakiego kiedykolwiek zdarzyło mi się czytać a
nigdy spotkać. Jest, powtarzając za Apollinairem, najbardziej wolnym (i
czystym) umysłem, jaki kiedykolwiek istniał. Nie mogę tego niestety powiedzieć
o Fritzu Nietzsche; („Ecce homo” str. Nr 66). W dużej mierze podzielam jego
zdanie na temat życia erotycznego, a zwłaszcza z żądaniem oczyszczenia go z
pojęcia „nieczyste”. Niemniej uważam, iż owo oczyszczenie będzie możliwe dopiero
między równymi z równymi. Dopóki mężczyzna będzie musiał w celu zaznania
rozkoszy łączyć się z istotą „niższą”, nie będzie traktował aktu seksualnego
jak coś czystego. Analogicznie – dla poniżanej przez „wyższego” mężczyznę
kobiety (ciągle degradującego jej wartość przez swoje pożądanie) seks będzie
stanowił zagrożenie. (Przy czym nie sprzeciwiam się „łóżkowej” uległości kobiety, co jednak jak mi się
wydaje jest kwestią gustu). Być może element walki płci powinien zostać
utrzymany, niemniej sama walka może odbywać się jedynie w sferze życia
erotycznego nie znajdując swojego odpowiednika w intelektualizmie, sztuce, prawie,
ekonomice, polityce, codziennych nie seksualnych stosunkach międzyludzkich
(chociaż mnie samej wydaje się to raczej niemożliwe). Ściśle: walka z mężczyzną
jawi mi się w sposób urokliwy, lecz chciałabym walczyć tylko z tym mężczyzną,
którym jestem zainteresowana.
Można również zinterpretować podrozdział 5 rozdz. „Dlaczego
piszę tak dobre książki” jako dotyczący kobiecości psychicznej (Chociaż
wyraźnie mowa tam o seksualizmie), wówczas absolutnie się z nim zgadzam. W tym
sensie kobiecość to „idealizm”, lecz nie każda kobieta (fizycznie), która ma
coś do powiedzenia jest „idealistką”. Kobieta (fiz.) taka (nie „idealistka”) jest mężczyzną w sensie psychicznym.
Moderniści mieli poniekąd rację w swoim antyfeminizmie (ale
nie wszyscy ! rację ma Nietzsche będąc antyfeministą a nie mizoginem); niektóre
nastawione agresywnie do mężczyzn kobiety (zapewne z przyczyn osobistych)
usiłują nakłonić wszystkie inne do stawiania im oporu. Nakazują hamowanie
własnego popędu seksualnego, ponieważ stosunek poniża kobietę (niby nie każdy) –
to jest kiedy mężczyzna niejako pod presją nakłania do niego kobietę. Jeżeli
jednak każdy akt płciowy z punktu widzenia fizycznego jest przemocą zadawaną
przez niego jej (a tak właśnie wydaje mi się), wypieranie się instynktu
prowadzi tylko i wyłącznie do kompleksów w przypadku poddania się mężczyźnie, bądź
też frustracji spowodowanej niezaspokojeniem. W tej sytuacji muszę wybierać
pomiędzy przyjaźnią moich przyjaciółek (aby być im równą muszę unikać kontaktów
seksualnych z mężczyznami, jest to tolerowane tylko w związku i to pod
warunkiem, że nie tylko ja jego, ale jeszcze on mnie kocha, a seksualną
satysfakcją).